Ciągle: dlaczego horrory?

Ciągle: dlaczego horrory?
0 votes, 0.00 avg. rating (0% score)

Pytanie o źródła atrakcyjności horrorów wydają się spędzać sen z powiek niektórym przedstawicielom naszej jaśniejącą chwałą rozsądku cywilizacji…

Jak to możliwe, żeby ludzie pozwalali się omamiać historią, które same w swojej formie powinny wywoływać najwyżej blady uśmiech politowania? Jak to może być, że w świecie w którym zło zostało prostą kreską oddzielone od dobra i zrelatywizowane jedynie w ramach postmodernistycznych gier, przyglądanie się mu wzbudza tyle fascynacji? Wreszcie: Skąd w nas pociąg do tych obrzydliwych, obleśnych, sadystycznych i zbudzających często nie tyle dreszczyk grozy, ile zniesmaczenia, produkcji?

No tak. Ja akurat nie mam takich wątpliwości, ale wcale nie rzadkie stwierdzenia w stylu: to są filmy dla zboczeńców i psychopatów, stawiają owe, przedstawione we wstępie wątpliwości, w całkiem zrozumiałym świetle.

Na portalu Kopalnia wiedzy znalazłem artykuł, prazentujący właśnie tą kwestie.

Za co kochamy horrory

Autorka, Anna Błońska, powołując się na psychologa, Andy Drymalskiego, za popularnością horrorów kryją się „czynniki psychologiczne”.

Z perspektywy freudyzmu horrory stanowią źródło zastępczych przeżyć lub ujście dla tendencji agresywnych czy tłumionego gniewu. W ramach psychologii Junga filmy te są postrzegane symbolicznie. Jeśli film silnie na ciebie wpływa, gdy „ciągnie” cię do filmów określonego rodzaju, dzieje się tak, bo współgrają one z jakimś aspektem twojej osobowości, odnoszą się w jakiś sposób do twojego życia.

Terminator czy Duel [pol. Pojedynek na szosie — przyp. red.] przedstawiają w zasadzie te same wątki: bohater jest ścigany przez archetypowe destruktywne siły lub zło. W obu filmach kluczowa postać musi się nauczyć je zwalczać, bo inaczej zginie. Horrory ekscytują nas, gdyż (przynajmniej na poziomie nieświadomym) oferują nam ważną prawdę na temat kondycji ludzkiej: pewne formy zła należy zwalczać agresywnie i ze zwiększoną świadomością.

Ostatnio na marginesie wpisu o teoriach Carrolla napisałem już nieco o swoich cichych ciągotach w stronę psychoanalizy, więc niech to wyznanie starczy jako komentarz do wpisu.

Miłej nocy 🙂

About the author