Co było w 2010 roku – podsumowanie na Horror Story

Co było w 2010 roku – podsumowanie na Horror Story
0 votes, 0.00 avg. rating (0% score)

To takie małe, osobiste podsumowanie minionego roku u mnie, to znaczy wspominki o tym, co obejrzałem, przeczytałem i słuchałem w 2010.

FILM

Nie wiem właściwie, jaki jest tego powód, ale nie jestem w stanie sobie przypomnieć zbyt wielu udanych horrorów, jakie obejrzałem w tym roku. Nie mówiąc już o tych, które miały w 2010 roku swoją premierę. Z tego wszystkiego jestem w stanie zarekomendować jedynie The House of the Devil i film, który już od dłuższego czasu obiecuję sobie opisać na blogu, koreański Jaś i Małgosia. Z nie-horrorów jedynymi filmami, które naprawdę przypadły mi do gustu, były obejrzany na festiwalu kinowym we Wrocławiu Uciec jak najbliżej Zaorskiego, z tematów genderowych całkiem udany TransAmerica, Mine Vaganti, Thelma i Louise, czy Single man, o którym wspominałem przy moim popularyzowaniu facebookowej akcji o ratowaniu starych kin, a także, no powiedzmy że genderowy, Cruising z Alem Pacino. Jeżeli chodzi o moje osobiste evergreeny to tutaj prym wiodły produkcje polskie: Klątwa Doliny Węża, Kontrakt Zanussiego, Dziewczyny do wzięcia i Bez miłości z Dorotą Stalińską. Z okazji Bożego Narodzenia przypomiałem sobie moją ulubioną Opowieść wigilijną Myszki Micky, Piotrusia Pana i zaskakująco niestarzejącego się Pinokia. Utwierdziłem się w swoim przekonaniu, że nie lubię Czułych słówek i To właśnie miłość, a tuż po Nowym Roku ponadto przekonałem się, że nowe Opowieści z Narnii są jeszcze gorsze od poprzednich części. Potworny Hollywoodzki lifting dobił już i tak nienajmądrzejszą, moim zdaniem, fabułę powieści Lewisa. Sporym rozczarowaniem okazał się zresztą też 4-ty Shrek, ale tutaj też moje oczekiwania nie były zbyt wygórowane. Incpecja podobała mi się, ale raczej nie uważam tego filmu za jakieś szczególne objawienie. Film Nolana ogląda się trochę jak Ocean’s eleven i jako kino akcji dostarcza sporo przyjemności, ale zawirowania fabularne jawią mi się jedynie jako popkulturowy gadżet, a nie jako wyraz jakiejś przemyślanej wizji artystycznej. Za to Toy Story 3 wciąż trzyma dobry poziom rozpoczęty przez drugą część zabawkowej sagi. Gagi są nienachalne, postacie wyraziste i niedodawane na siłę, fabuła bardzo spójna i wciąż angażująca. Z kina s-f zaliczyłem jeszcze całkiem w porządku Moon, o którym pisał na swoim blogu Maarcuss i W stronę słońca. Za najlepszy film 2010 roku uważam jednak nowego Harry’ego Pottera. W tym roku nic go nie przebiło i bardzo, bardzo liczę na to że kontynuacja utrzyma tak wysoki poziom.

SERIALE

Dwa najważniejsze odkrycia 2010 roku to dla mnie komediowe seriale: Glee i Modern family. Zrobiłem też skrócony przegląd wszystkich 10 sezonów Przyjaciół, a na wigilię wieczorem tradycyjnie już zaaplikowałem sobie na bożonarodzeniową odrutkę kilka odcinków Seksu w wielkim mieście. Zrezygnowałem tymczasowo z trzeciego sezonu True Blood, możliwe że spróbuję to nadrobić w tym roku. Na wyróżnienie zasługuje oczywiście Carnivale, które po kilku latach od premiery wciąż bardzo mi się podoba.

KSIĄŻKI

Rok 2010 w kwestii literackiego horroru parę razy miło mnie zaskoczył. Mogę spokojnie napisać, że był on pod wieloma względami bardzo udany. Dobrą passę rozpoczął steampunkowy Dworzec Perdido, który utwierdził mnie w przekonaniu, że miejskie molochy o wiele bardziej przypadają mi do gustu od zamieszkałych przez elfy lasów. Zupełnie przyjemnie Nowy rok rozpocząłem z antologią: Wielka księga horroru Fabryki Słów. Bardzo dobrze bawiłem się też przy okazji młodzieżowego Wykreślonego imienia. Ten rok należał jednak do dwójki skrajnie różnych pisarzy: Bentleya Little i Lindqvista. Lindqvist naturalnie wychodzi z tego boju zwycięsko, ale Little mimo wielu zarzutów, jakie można by postawić w stosunku do jego prozy, też dość miło zapełnił mi wolny czas. Niesamowicie cieszę się też z przeczytania w końcu powieści To Stephena Kinga. Wkrótce mój bój z tą cegłą dobiegnie końca, więc postaram się podzielić wrażeniami na blogu. Jeżeli chodzi o ucieczkę z lasu grozy, to zaliczyłem ich kilka. Powtórka z wciąż świetnej Panny Nikt Tryzny i Pocałunku kobiety-pająka Puiga. Bardzo dobrze wspominam Księgę dżungli Kiplinga i Lewą rękę ciemności LeGuin, do której zachęciła mnie recenzja na blogu Ninedin. Warto też wspomnieć o Margot Witkowskiego i Orlando Virginii Woolf. Znacznie mniej przypadła mi natomiast do gustu polecana na wielu książkowych blogach kryminalna powieść dla dzieci Badyl na katowski wór. Na zimę przypomniałem sobie Zimę muminków. To jest jedna z tych serii, która chyba nigdy mi się nie znudzi. Z literatury młodzieżowej zaczarowała mnie jeszcze Niekończąca się opowieść, która kompletnie mnie zaskoczyła i która dołączyła do tego niewielkiego grona książek do przeczytania jeszcze raz. Nie przebrnąłem przaz Lukę i ogień życia Rushdiego. chociaż liczyłem trochę na powtórkę z Czarodziejki z Florencji, która kiedyś bardzo przypadła mi do gustu. Z wielkich nieprzeczytanych musze wymienić: Maszynę różnicową, Miasto i Miasto Mieville (Tutaj głównie z powodu ogromnego rozczarowania jego zbiorem opowiadań z Jake’m w tytule), dwóch ostatnich tomów Pana Lodowego Ogrodu i historycznej sagi Sapkowskiego.

INNE

Bardzo dobrze wspominam moją przygodę z komiksowym Batmanem wg Gaimana. Tak bardzo, że mam ochotę na więcej. Rok 2010 był jednak zdecydowanie rokiem gier komputerowych. Bardzo udane spotkanie z Silent Hill Homecoming. Chociaż to nie jest moja ulubiona część serii, głównie z powodu dość męczącej, prościutkiej fabuły. Gra jednak była bardzo przyjemnym początkiem 2010 roku i świetnie się przy niej bawiłem. Klimatyczna, ładna, mroczna i dość straszna. Potem było długo, długo nic i nareszcie gra, o której na blogu pisałem już wczesniej, że bardzo chciałbym w nią zagrać: The Path. Zupełnie inna stylistyka, zupełnie niekonwencjonalna fabuła i groza mniej prosta, bardziej surrealistyczna i mocno oddziałowująca na gracza. Oprócz tego cały czas na swoją kolej na półce czekają Pathologic, Dead Space, a od niedawna Amnesia. Acha w okolicach sierpnia próbowałem swoich sił z Alone in the Dark, tą częścią z apokaliptycznym Nowym Jorkiem. Dużo dobrego bym pewnie o tej grze mógł napisać, gdyby nie fatalne sterowanie, które jednoznacznie przekreśliło jakąkolwiek przyjemność z gry. Z niehorrorów bardzo rozczarowały mnie Harry Potter 5 i Harry Potter Lego. Trochę pobudowałem sobie w sympatycznych Settlersach: Narodzinach kultur, a Simsy 3 mają spory potencjał zabawowy.

***

Słowem podsumowania muszę napisać, że miniony rok był najsłabszy pod względem filmowym, ale też tylko jeżeli chodzi o horrory. Wszystko inne zupełnie się wybroniło. Zwłaszcza literacka groza w osobie Lindqvista.

About the author