<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"
	xmlns:sy="http://purl.org/rss/1.0/modules/syndication/"
	xmlns:slash="http://purl.org/rss/1.0/modules/slash/"
	>

<channel>
	<title>NoBooks.pl</title>
	<atom:link href="http://www.nobooks.pl/feed/" rel="self" type="application/rss+xml" />
	<link>http://www.nobooks.pl</link>
	<description></description>
	<lastBuildDate>Fri, 06 Apr 2012 22:10:38 +0000</lastBuildDate>
	<language>en</language>
	<sy:updatePeriod>hourly</sy:updatePeriod>
	<sy:updateFrequency>1</sy:updateFrequency>
	<generator>http://wordpress.org/?v=3.3.2</generator>
		<item>
		<title>Czego nie można nauczyć się z książek?</title>
		<link>http://www.nobooks.pl/blog/2012/04/07/czego-nie-mozna-nauczyc-sie-ksiazek-2/</link>
		<comments>http://www.nobooks.pl/blog/2012/04/07/czego-nie-mozna-nauczyc-sie-ksiazek-2/#comments</comments>
		<pubDate>Fri, 06 Apr 2012 22:10:38 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Sławomir Krempa</dc:creator>
				<category><![CDATA[Z innych stron]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.nobooks.pl/?p=434</guid>
		<description><![CDATA[Jak często brałeś do ręki książkę, która miała stać się dla Ciebie objawieniem? Która miała zmienić Twój świat, sposób patrzenia na rzeczywistość, na media, marketing, public relations, reklamę? Jak często trafiałeś na z założenia rewolucyjne teksty, które okazywały się połączeniem bzdur i komunałów? Jak często obiecywałeś sam sobie, że już nigdy więcej, że kolejnej książki <a href='http://www.nobooks.pl/blog/2012/04/07/czego-nie-mozna-nauczyc-sie-ksiazek-2/' class='excerpt-more'>[...]</a>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Jak często brałeś do ręki książkę, która miała stać się dla Ciebie objawieniem? Która miała zmienić Twój świat, sposób patrzenia na rzeczywistość, na media, marketing, public relations, reklamę? Jak często trafiałeś na z założenia rewolucyjne teksty, które okazywały się połączeniem bzdur i komunałów? Jak często obiecywałeś sam sobie, że już nigdy więcej, że kolejnej książki już nie kupisz, że nie dasz się nabrać, że nie weźmiesz udziału w kolejnych nudnych szkoleniach? A równocześnie wciąż dawałeś sobie (i innym) szansę, bo przecież trzeba się rozwijać, bo inaczej nie można, bo się nie da?</p>
<p>Jeśli tak było, doświadczyłeś właśnie tego, co i nas spotkało. Po lekturze kolejnej książki biznesowej, gdy znaleźliśmy w niej to samo, co w kilkudziesięciu innych, odkryliśmy, że czas skończyć z poprawnością i szczerze napisać, że ktoś na komunałach próbuje zrobić pieniądze. Że czas przestać kupować kota w worku i krzyknąć: &#8222;Sprawdzam! &#8221; Że czas pomóc innym wyłuskać najciekawsze koncepcje, pomysły, akcje, reklamy, które mogą inspirować. Że czas pokazać, jak często teoria zabija praktykę. Czas wyjawić, czego nie można nauczyć się z książek.</p>
<p>O tym właśnie będziemy pisać i dyskutować. O to będziemy się spierać i kłócić. O tym &#8211; wreszcie &#8211; przeczytacie w tym blogu.</p>
<p>Pisać dla Was będą ludzie, którzy ze skutecznością przekazu na co dzień mają bardzo wiele do czynienia. Justyna zajmuje się tekstami reklamowymi, prowadzi również PR akcji organizowanych przez wortal literacki Granice.pl Sławek jest od lat redaktorem, którego zadaniem jest sprawić, by tekst był atrakcyjny i zdatny do czytania. Adam ma najtrudniejsze zadanie: musi pomóc młodym ludziom uwierzyć, że niemodna obecnie religia ma im jeszcze coś do zaoferowania &#8211; jest bowiem katechetą.</p>
<p>Autorzy przy różnych okazjach wzbudzali zainteresowanie mediów i ze swym przekazem docierali bardzo daleko. Pokazali, że książki są modne, zachęcając miliony Polaków, by polecili wartościową lekturę premierowi. Promowali religię poprzez&#8230; wypożyczalnię różańców. Zwrócili uwagę mediów na karygodną politykę jednej z wielkich korporacji. Często działali osobno, by dziś połączyć siły.</p>
<p>Z nadzieją, że w tych tekstach odnajdą Państwo co najmniej tyle wartościowych informacji, ile my znaleźliśmy podczas ich przygotowania, zapraszamy do lektury.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.nobooks.pl/blog/2012/04/07/czego-nie-mozna-nauczyc-sie-ksiazek-2/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Prościej!</title>
		<link>http://www.nobooks.pl/blog/2012/04/06/prosciej/</link>
		<comments>http://www.nobooks.pl/blog/2012/04/06/prosciej/#comments</comments>
		<pubDate>Fri, 06 Apr 2012 21:50:38 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Sławomir Krempa</dc:creator>
				<category><![CDATA[W skali mikro]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.nobooks.pl/?p=427</guid>
		<description><![CDATA[Po pierwsze: prościej. Bardziej czysto. Z mniejszą ilością grafiki, ciężkich pluginów, elementów, które w założeniu miały blog upiększać, a w praktyce &#8211; tylko go oszpecały. Początek rewolucji na www.nobooks.pl nadszedł. Teraz czas na treść.]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Po pierwsze: prościej. Bardziej czysto. Z mniejszą ilością grafiki, ciężkich pluginów, elementów, które w założeniu miały blog upiększać, a w praktyce &#8211; tylko go oszpecały. Początek rewolucji na www.nobooks.pl nadszedł. Teraz czas na treść.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.nobooks.pl/blog/2012/04/06/prosciej/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Nosowska. Nie do słuchania&#8230;</title>
		<link>http://www.nobooks.pl/blog/2011/10/10/nosowska-nie-sluchania/</link>
		<comments>http://www.nobooks.pl/blog/2011/10/10/nosowska-nie-sluchania/#comments</comments>
		<pubDate>Mon, 10 Oct 2011 20:58:40 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Sławomir Krempa</dc:creator>
				<category><![CDATA[Z innych stron]]></category>
		<category><![CDATA[8]]></category>
		<category><![CDATA[hey]]></category>
		<category><![CDATA[katarzyna]]></category>
		<category><![CDATA[nosowska]]></category>
		<category><![CDATA[osiem]]></category>
		<category><![CDATA[płyta]]></category>
		<category><![CDATA[płyty]]></category>
		<category><![CDATA[recenzja]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.nobooks.pl/?p=418</guid>
		<description><![CDATA[Trudna, nieoczywista, poszukująca - taka jest Katarzyna Nosowska w piosenkach ze swojej najnowszej płyty, "8". I choć trudno tej muzyki słuchać od niechcenia, trudno włączać ją dla przyjemności, to przyznać trzeba, że poetka piosenki wspina się tym razem na wyżyny. I są to wyżyny prawdziwej sztuki. ]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><strong><a href="http://www.nobooks.pl/wp-content/uploads/2011/10/nosowska_8.jpg"><img class="alignleft size-medium wp-image-419" style="margin: 3px;" title="nosowska_8" src="http://www.nobooks.pl/wp-content/uploads/2011/10/nosowska_8-300x270.jpg" alt="nosowska" width="240" height="216" /></a> Trudna, nieoczywista, poszukująca &#8211; taka jest Katarzyna Nosowska w piosenkach ze swojej najnowszej płyty, &#8222;8&#8243;. I choć trudno tej muzyki słuchać od niechcenia, trudno włączać ją dla przyjemności, to przyznać trzeba, że poetka piosenki wspina się tym razem na wyżyny. I są to wyżyny prawdziwej sztuki. </strong></p>
<p>&nbsp;</p>
<p>&#8222;8&#8243; to album ogromnie spójny. Spójny, choć odwołuje się do artystów o bardzo różnym temperamencie, do muzyków reprezentujących bardzo różne nurty. Bjork &#8211; to skojarzenie chyba najbardziej oczywiste. Muzyczna alternatywa. Bowie, Arcade Fire. I może kilkunastu, może kilkudziesięciu innych artystów &#8211; zapewne każdy miłośnik Nosowskiej spędzi wiele godzin na poszukiwaniu podobnych źródeł czy inspiracji. Inspiracji, które Nosowska wspólnie z Marcinem Macukiem twórczo przetwarza, czasem odchodząc od nich naprawdę daleko.</p>
<p>&nbsp;</p>
<p>Nosowska brzmieniem bardzo mocno zaskakuje. Są tu rewelacyjne instrumenty smyczkowe (&#8222;Nomada&#8221;) i rozwibrowana gitara elektryczna (&#8222;Daj spać&#8221;). Są elektroniczne wstawki, saksofon, czasem &#8211; mocny, wyraźny rytm. Charakterystyczny głos wokalistki z płyty na płytę brzmi coraz lepiej. I choć niektórzy te &#8222;smutki&#8221; Nosowskiej uznają za zawodzenie, to przy odrobinie wysiłku każdy odkrywać będzie mógł wszystkie barwy nowej płyty tej charyzmatycznej wokalistki.</p>
<p>&nbsp;</p>
<p>Wiele piosenek z albumu zaczyna się od niemal ascetycznych dźwięków klawiszy (&#8222;Ulala&#8221;) czy gitary (&#8222;Kto?&#8221;). Szybko jednak muzyka w nich staje się coraz bardziej intensywna, a całość coraz mocniej nabrzmiewa muzyką. I treścią.</p>
<p>&nbsp;</p>
<p>Treścią, bowiem płyta ta tekstowo jest po prostu niezrównana. Mamy tu nastrojowe obrazki (&#8222;Pa&#8221;, &#8222;O lesie&#8221;), mamy też mocne kawałki, których siła nasuwa skojarzenia z malarskim ekspresjonizmem &#8211; jak choćby &#8222;Tętent&#8221;, który stanowi swego rodzaju &#8222;przed-płacz&#8221;, wstęp do krzyku i prawdziwej emocjonalnej eksplozji. Są tu teksty wprost przepełnione erotyką (&#8222;Daj spać&#8221;), które po bliższym poznaniu okazują się o wiele głębsze, niż moglibyśmy oczekiwać. Są tu miłość i nie-miłość, strach przed uczuciami oraz pragnienie poddania się im. I choć czasem swoista asceza słowa, enigmatyczność części tekstów jest mocno przesadzona (wówczas &#8211; choć to zabrzmi obrazoburczo &#8211; wokalistka i autorka tekstów ociera się po prostu o bełkot), to naprawdę warto doszukiwać się ich sensu, interpretować i odkrywać wciąż na nowo.</p>
<p>&nbsp;</p>
<p>Nie ma co się oszukiwać &#8211; albumem &#8222;8&#8243; Nosowska z pewnością nie trafi do każdego. Piosenkarka nie podlizuje się masowemu odbiorcy, nie idzie melomanom na rękę. Nosowska od swoich fanów wymaga bardzo wiele. Ale &#8211; przede wszystkim &#8211; wokalistka bardzo wiele wymaga od siebie. I to wydaje się jednym z największych jej atutów.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.nobooks.pl/blog/2011/10/10/nosowska-nie-sluchania/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Jak nas zmienia technologia?</title>
		<link>http://www.nobooks.pl/blog/2011/09/02/jak-nas-zmienia-technologia/</link>
		<comments>http://www.nobooks.pl/blog/2011/09/02/jak-nas-zmienia-technologia/#comments</comments>
		<pubDate>Fri, 02 Sep 2011 14:32:45 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Sławomir Krempa</dc:creator>
				<category><![CDATA[Z innych stron]]></category>
		<category><![CDATA[czytanie]]></category>
		<category><![CDATA[pisanie]]></category>
		<category><![CDATA[smartfon]]></category>
		<category><![CDATA[tablet]]></category>
		<category><![CDATA[technologia]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.nobooks.pl/blog/2011/09/02/jak-nas-zmienia-technologia/</guid>
		<description><![CDATA[Naszła mnie dzisiaj dość nietypowa refleksja &#8211; otóż to, w jaki sposób korzystamy z Internetu, w dużej mierze determinowane jest przez urządzenie, z którego w danym momencie korzystamy. Przykłady? Bardzo proszę. Do niedawna jeszcze jedyny wybór, jaki mieliśmy, to wybór między komputerem a laptopem. Właściwie były to urządzenia o podobnych możliwościach i w podobny sposób <a href='http://www.nobooks.pl/blog/2011/09/02/jak-nas-zmienia-technologia/' class='excerpt-more'>[...]</a>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Naszła mnie dzisiaj dość nietypowa refleksja &#8211; otóż to, w jaki sposób korzystamy z Internetu, w dużej mierze determinowane jest przez urządzenie, z którego w danym momencie korzystamy.</p>
<p>Przykłady? Bardzo proszę. Do niedawna jeszcze jedyny wybór, jaki mieliśmy, to wybór między komputerem a laptopem. Właściwie były to urządzenia o podobnych możliwościach i w podobny sposób ich używaliśmy &#8211; cała różnica sprowadzała się do tego, że z laptopa korzystaliśmy w drodze / z poziomu fotela lub kanapy, a z komputera &#8211; w domu, pracy, przy biurku.</p>
<p>Problem zaczyna się w momencie mocnego wejścia na rynek urządzeń mobilnych z prawdziwego zdarzenia. I tu kilka kwestii.</p>
<p>Przede wszystkim: smartfony z klawiaturą fizyczną. Przyznam szczerze: do niedawna sądziłem, że bez klawiatury fizycznej nie da się ze smartfona korzystać w zastosowaniach biznesowych z prawdziwego zdarzenia. Potem moją optykę zmienił (wypaczył?) Samsung Galaxy SII &#8211; pierwszy smartfon z Androidem, który działał tak, jak powinien, co zrekompensowało mi brak klawiatury fizycznej. Przerzuciłem się więc nań z głębokim przekonaniem, że niczego nie tracę. Nie mogłem się bardziej mylić. </p>
<p>Za czasów Motoroli Milestone / Milestone 2 smartfon służył mi do prowadzenia służbowej w dużej mierze korespondencji. Mniej zajmowałem się na nim przeglądaniem blogów, czytaniem e-booków lub słuchaniem muzyki. Przypomnijmy, że oba te urządzenia wyróżnia świetna klawiatura fizyczna. Zdarzało mi się nawet pisywać na nich notki na blog, choć przy naprawdę długich tekstach potrafiło to być uciążliwe. </p>
<p>Inaczej po przejściu na Samsunga Galaxy SII. Tu mamy większy ekran, szybszy system, dużą płynność działania. Klawiaturę bezpowrotnie tracimy na rzecz Swype&#8217;a &#8211; rozwiązania genialnego, ale przy naprawdę długich tekstach czy korekcie nie do końca się sprawdzającego. To propozycja idealna do niezbyt obszernych maili &#8211; wówczas w zakresie szybkości pisania można osiągnąć wyniki wyśmienite, nawet lepsze niż przy klawiaturach fizycznych. Ale im dłuższy tekst będziemy pisali, tym nasza irytacja będzie bardziej rosła. W efekcie zorientowałem się, że z moim nowym smartfonem dobrze się bawię, wygodnie czytam i wypoczywam. Ale nie sprawia to, że liczba spraw do załatwienia maleje. Maile spływają i czekają na odpowiedź, notki na blogu same się nie piszą. Może i jestem bardziej wypoczęty &#8211; cóż jednak z tego?</p>
<p>Tymczasem po odesłaniu SGSII na gwarancję wróciłem do Milestone 2. Efekty już widać &#8211; uaktywniłem się, pisząc na GooglePlusie, wrzuciłem co nieco na blog. Maili o poranku po przyjściu do pracy jakby mniej. Wniosek? Dopowiedzcie go sobie sami&#8230;</p>
<p>Przyznaję: jeszcze nie dojrzałem do całkowitego odrzucenia SGSII. Na razie zaczynam być przekonany, że warto korzystać zwykle z dwóch urządzeń &#8211; jednego z klawiaturą, a drugiego &#8211; bez niej. Pytanie tylko, czy każdy potrzebuje nosić przy sobie aż dwa urządzenia. Niektórzy w drodze potrzebują laptopa do bardziej zaawansowanych zastosowań. A jeśli do tego dorzucimy jeszcze tablet, zaczynamy wyglądać jak przenośne stoisko z gadżetami&#8230;</p>
<p>No właśnie: tablet. Tablet, z którego korzysta się jeszcze inaczej. Idealny na konferencje prasowe (wygląda o niebo lepiej niż teczka / kartka z programem) lub do prezentacji multimedialnych. Dobry do sprawdzenia poczty, czytania prasy, przeglądania sieci. Sprawdza się przyzwoicie w przypadku czytania e-booków. A jednak większość internautów wykorzystuje go do gier. Próby pisania za jego pomocą bez dołączonej klawiatury fizycznej są możliwe do przeprowadzenia, owszem. Ale nikt na stałe nie będzie wykorzystywał tabletu bez klawiatury do pisania. Mimo gorących deklaracji &#8211; najczęściej ze strony wszelkiego rodzaju fanbojów. </p>
<p>Wszyscy doskonale wiemy, że technologia ma za zadanie ułatwiać nam życie. Tak się najczęściej dzieje &#8211; dzięki niej jest wygodniej, szybciej, łatwiej i przyjemniej. Ale rzadko kiedy uświadamiamy sobie, że technologia również współdecyduje o tym, w jaki sposób żyjemy, czym się zajmujemy, ile czasu poświęcamy na poszczególne czynności. Technologia może też decydować o tym, co robimy. A to już może okazać się niebezpieczne. Naprawdę niebezpieczne.  </p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.nobooks.pl/blog/2011/09/02/jak-nas-zmienia-technologia/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>1</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Kto czyta &#8222;Książki&#8221;?</title>
		<link>http://www.nobooks.pl/blog/2011/06/15/kto-czyta-ksiazki/</link>
		<comments>http://www.nobooks.pl/blog/2011/06/15/kto-czyta-ksiazki/#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 14 Jun 2011 22:08:07 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Sławomir Krempa</dc:creator>
				<category><![CDATA[Z innych stron]]></category>
		<category><![CDATA[agora]]></category>
		<category><![CDATA[gazeta]]></category>
		<category><![CDATA[ideologia]]></category>
		<category><![CDATA[ksiazki]]></category>
		<category><![CDATA[magazyn do czytania]]></category>
		<category><![CDATA[recenzja]]></category>
		<category><![CDATA[tokarczuk]]></category>
		<category><![CDATA[wyborcza]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.nobooks.pl/?p=412</guid>
		<description><![CDATA[&#8222;Książki. Magazyn do czytania&#8221; &#8211; czyli jedno z pierwszych wysokonakładowych pism literackich, opublikowane wczoraj przez Agorę, bez wątpienia ma szansę na to, by zawojować rynek. Bo kwartalnik ten w idealnych proporcjach łączy doskonałe nazwiska znakomitych, popularnych autorów, do których przecież wydawca &#8222;Gazety Wyborczej&#8221; ma niemal nieograniczony dostęp, z ambitnymi tematami, poruszanymi jednak językiem bardzo przystępnym <a href='http://www.nobooks.pl/blog/2011/06/15/kto-czyta-ksiazki/' class='excerpt-more'>[...]</a>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><a href="http://www.nobooks.pl/wp-content/uploads/2011/06/magazyndoczytania.jpg"><img class="alignleft size-full wp-image-413" style="margin: 3px;" title="magazyndoczytania" src="http://www.nobooks.pl/wp-content/uploads/2011/06/magazyndoczytania.jpg" alt="" width="237" height="306" /></a><strong>&#8222;Książki. Magazyn do czytania&#8221; &#8211; czyli jedno z pierwszych wysokonakładowych pism literackich, opublikowane wczoraj przez Agorę, bez wątpienia ma szansę na to, by zawojować rynek. Bo kwartalnik ten w idealnych proporcjach łączy doskonałe nazwiska znakomitych, popularnych autorów, do których przecież wydawca &#8222;Gazety Wyborczej&#8221; ma niemal nieograniczony dostęp, z ambitnymi tematami, poruszanymi jednak językiem bardzo przystępnym i wyrazistym.</strong></p>
<p>Dotychczas było tak, że na rynku dominowały pisma bardzo hermetyczne &#8211; poruszające literackie tematy z punktu widzenia  nauk humanistycznych, zamieszczające wiersze lub utwory debiutantów, pisma odkrywające nowe zjawiska w literaturze lub po prostu magazyny bardzo ambitne i trudne w odbiorze. Siłą rzeczy ich nakłady wydawcy musieli mocno ograniczać &#8211; trudno oczekiwać bowiem, by &#8222;Zeszyty Literackie&#8221;, &#8222;HaArt&#8221; czy &#8222;Lampa&#8221; sprzedały się w kilkunastu tysiącach egzemplarzy. Niestety, z tego również powodu ich dostępność pozostawiała bardzo wiele do życzenia &#8211; kiedy zapytałem niedawno w bytomskim Empiku o jedno z tych pism, usłyszałem, że ostatnio widziano je w magazynie w&#8230; 2008 roku. Zapewne zresztą kupiłem je wówczas ja sam i na tym skończyło się grono nabywców. Z jednej więc strony istniały pisma, skierowane do dość specyficznego i ograniczonego grona odbiorców, z drugiej zaś &#8211; odbiorcy ci mieli do nich mocno ograniczony dostęp. Agora ma zapewne ambicję, by zmienić ten stan rzeczy. Wydaje więc pismo w zdecydowanie większym nakładzie i deklaruje, że obok dużych sieci księgarskich znajdziemy je także w wielu kioskach. Dobre kanały dystrybucji oraz promocji gwarantują, że jeśli pismo utrafi w gust odbiorców, osiągnie również sukces sprzedażowy.</p>
<p>&nbsp;</p>
<p><strong>Od porno do komandosów</strong></p>
<p>W pierwszym numerze zaś znajdujemy teksty znakomite. Wydanie otwiera niezły tekst o Drużynie Szóstej, która odpowiada między innymi za wykonanie wyroku na ben Ladenie. Temat gorący, który zainteresuje nie tylko miłośników literatury, a sam artykuł zapowiada przy okazji książkę, która w sierpniu ukaże się nakładem Znaku. Dalej mamy dobry wywiad z Joanną Olczak-Ronikier, poświęcony biografii Janusza Korczaka &#8211; tekst nieco kontrowersyjny, mocno eksponowany za to na okładce. Autorzy &#8222;Książek&#8230;&#8221; zastanawiają się też nad kwestią coraz mniejszej dyskrecji w publikacjach biograficznych, przywołując między innymi dzieło wspomnianej już Olczak-Ronikier, jak również biografie Kapuścińskiego czy Czesława Miłosza. Oliver Sacks odkrywa przed czytelnikami pożytki z halucynacji, Wojciech Orliński przybliża im postać Marshalla McLuhana, a Olga Tokarzuk &#8211; Benedykta Chmielowskiego, pierwszego polskiego wikipedystę. W numerze goszczą i Zadie Smith, i Michel Houellebecq, i siostrzenica Franza Kafki. Są: porno, podróżowanie, ateizm, dobry serial oraz malarstwo włoskie w rewelacyjnym ujęciu Marii Poprzęckiej. Są książki ważne dla Marii Janion, nowości, które czyta świat, oraz znakomite kryminały. A wszystko to doskonale zredagowane i okraszone przyciągającymi uwagę tytułami.</p>
<p>&nbsp;</p>
<p><strong>Przystępność nade wszystko</strong></p>
<p>Przyznaję otwarcie: choćbym nie wiem , jak bardzo chciał, nie mogę w piśmie tym znaleźć poważniejszych błędów. Jego redaktorzy i autorzy po prostu potrafią dotrzeć do czytelników. Nawet, jeśli któryś spośród tematów na pierwszy rzut oka wydaje się dość trudny czy bardziej hermetyczny, lead lub pierwszy akapit szybko wyprowadzają nas z błędu &#8211; ten temat może być ciekawy. Tu i Maria Janion rezygnuje z terminologii naukowej, przemawiając zrozumiałym językiem. &#8222;Książki. Magazyn do czytania&#8221; to trochę taki &#8222;Niezbędnik inteligenta&#8221; &#8222;Polityki&#8221;, tylko w wydaniu &#8222;Wyborczej&#8221; i bez pretensjonalnego tytułu.</p>
<p>&nbsp;</p>
<p><strong>Kreatywność, głupcze!</strong></p>
<p>No właśnie: tytuł. Trudno mi wyobrazić sobie, kto zasugerował wydawcy, by nowe pismo okraszać tytułem, jaki nosi już popularny miesięcznik o nachyleniu branżowym. Zabieg to ryzykowny &#8211; nie wiem, jak wyglądają tu kwestie prawne (nie podejrzewam, by duża korporacja, jaką jest Agora, pozostawiła tę kwestię niewyjaśnioną), ale tytuł będzie wywoływał raczej skojarzenia z pismem hermetycznym, może też &#8211; z drugiej strony &#8211; wywołać dezorientację podzas dokonywania zakupu. Nie wspominając już o tym, że mamy na rynku jeszcze i &#8222;Nowe książki&#8221;, co chaos &#8211; już i tak spory &#8211; jeszcze potęguje. Mam wrażenie, że zespół redakcyjny pokusić się mógł o zdecydowanie większą kreatywność w tym zakresie.</p>
<p>&nbsp;</p>
<p><strong>Literatura a ideologia</strong></p>
<p>Jest jeszcze jeden problem, a mianowicie: ideologia. Dobór tematów i autorytetów, które goszczą na łamach pisma nieodmiennie kojarzy się z linią redakcyjną i światopoglądową &#8222;Gazety Wyborczej&#8221;. Owszem, momentami pismo wykracza poza ramy tradycyjnych podziałów, które ostatnie lata bardzo mocno pogłębiły, ale nadal większości czytelników kojarzyć się będzie jednoznacznie.  Rozumiem, że spora część humanistyki zdominowana jest przez osoby lewicujące lub lewackie, mam jednak wrażenie, że i prawica coraz częściej i mocniej daje się tu słyszeć. Mam więc wrażenie, że jak machina medialna &#8222;Agory&#8221; jest bardzo dużą siłą pisma, tak i ona może &#8222;Książkom&#8221; momentami dość mocno zaszkodzić. I chyba tylko ona może dla pisma stanowić zagrożenie.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.nobooks.pl/blog/2011/06/15/kto-czyta-ksiazki/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Kto lubi książki?</title>
		<link>http://www.nobooks.pl/blog/2011/06/14/kto-lubi-ksiazki/</link>
		<comments>http://www.nobooks.pl/blog/2011/06/14/kto-lubi-ksiazki/#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 14 Jun 2011 15:30:06 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Sławomir Krempa</dc:creator>
				<category><![CDATA[Z innych stron]]></category>
		<category><![CDATA[booklikes]]></category>
		<category><![CDATA[czytam]]></category>
		<category><![CDATA[ksiazki]]></category>
		<category><![CDATA[rekomendacje czytelnicze]]></category>
		<category><![CDATA[serwis]]></category>
		<category><![CDATA[wirtualna biblioteczka]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.nobooks.pl/?p=407</guid>
		<description><![CDATA[Czy serwis Booklikes.com jest w stanie zamieszać na światowym rynku witryn poświęconych książce? Mam szczerą nadzieję, że tak &#8211; każdy bowiem sukces polskiej firmy dobrze wróży nam wszystkim, nie wspominając o tym, że ożywienie w branży, jak zwykle, solidnie się przyda. Niestety, w chwili obecnej Booklikes.com więcej obiecuje, niż faktycznie oferuje. W dodatku kopiuje większość <a href='http://www.nobooks.pl/blog/2011/06/14/kto-lubi-ksiazki/' class='excerpt-more'>[...]</a>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><a href="http://www.nobooks.pl/wp-content/uploads/2011/06/BookLikes.png"><img class="alignleft size-medium wp-image-408" style="margin: 3px;" title="BookLikes" src="http://www.nobooks.pl/wp-content/uploads/2011/06/BookLikes-300x222.png" alt="" width="300" height="222" /></a>Czy serwis<strong><a href="http://www.booklikes.com/"> Booklikes.com</a></strong> jest w stanie zamieszać na światowym rynku witryn poświęconych książce? Mam szczerą nadzieję, że tak &#8211; każdy bowiem sukces polskiej firmy dobrze wróży nam wszystkim, nie wspominając o tym, że ożywienie w branży, jak zwykle, solidnie się przyda. Niestety, w chwili obecnej Booklikes.com więcej obiecuje, niż faktycznie oferuje. W dodatku kopiuje większość rozwiązań z serwisów, które na polskim rynku istnieją już od dłuższego czasu. A to podoba mi się zdecydowanie mniej.</p>
<p>Kilka dni temu czytaliśmy na <strong><a href="http://www.spidersweb.pl/2011/06/booklikes-polski-start-up-wchodzi-na-amerykanskie-salony-szansa-na-swiatowy-hit-z-polski.html">Spidersweb.pl</a></strong>, że twórcy <strong><a href="http://okazjum.pl">Okazjum.pl</a></strong> dostali się na amerykański <strong>SeedCamp</strong>, gdzie walczyć będą o uwagę inwestorów z serwisem agregującym informacje o dostępnych na rynku<strong> książkach</strong>, pozwalającym tworzyć indywidualne <strong>rekomendacje czytelnicze</strong>, prowadzić <strong>wirtualne biblioteczki</strong> oraz <strong>porównywać ceny</strong> w różnych księgarniach. To właśnie ta ostatnia funkcja w połączeniu z ogromną bazą informacji o książkach miała być największą siłą serwisu. Dziś, po fazie zamkniętych testów, serwis został udostępniony szerokiemu gronu odbiorców. I wszystkie moje obawy się potwierdziły.</p>
<p>W ostatnich kilku dniach pojawiały się zrzuty ekranu prezentujące serwis. Dotarł do nich między innymi Tadeusz Pilas z <strong><a href="http://www.facebook.com/bookmarketingpl">Bookmarketing.pl</a></strong> i Ksiazki.TV &#8222;Nakanapie.pl 2? Lubimyczytac.pl 2 i 1/2&#8243; &#8211; skomentowałem wówczas jego wpis na Facebooku. Dziś mogę powiedzieć otarcie &#8211; Booklikes.com to przeniesienie na grunt amerykański dobrych polskich stron internetowych. To po prostu klon tych serwisów. I nawet nie chcę myśleć, jak bardzo wściekli muszą być ich twórcy, że nie zdecydowali się wcześniej serwisów swych przetłumaczyć, znaleźć odpowiednich domen i udostępnić zachodnim internautom.</p>
<p>Na razie bowiem możemy na Booklikes.com dodać książki do wirtualnej biblioteczki &#8211; oznaczyć je jako czytane, przeczytane lub takie, po które sięgnąć chcemy. Możemy dodać do nich komentarze. Możemy śledzić biblioteczki naszych znajomych i obserwować profile znanych pisarzy (nie, żaden z nich na BookLikes.com się nie udziela). Na bazie naszych lektur serwis dostarczy nam kolejne rekomendacje czytelnicze. I w zasadzie to tyle, na razie bowiem nie mamy linku do zakupu książki czy porównywarki cen (twórcy chyba na razie pracują dopiero nad programami partnerskimi). Potężnym problemem jest też fakt, że nawet, jeśli dodamy kilka czy kilkanaście książek do naszej wirtualnej biblioteczki, a serwis wyświetli nam rekomendacje, to o poleconych nam książkach nie dowiemy się praktycznie niczego. Nie ma bowiem w Booklikes.com opublikowanych opisów wydawców. Prawdopodobnie twórcy liczyli na to, że zaległości te nadrobią użytkownicy, tu jednak całość będzie trwała dość długo i pierwsi internauci, którzy odwiedzą serwis, mogą być dość mocno rozczarowani.  Całość serwisu stworzona została po angielsku, a w bazie polskich książek szukać próżno. Start polskiej wersji serwisu planowany jest na końcówkę roku.</p>
<p>Nie chciałbym w tym miejscu oceniać szans Booklikes.com na rynku amerykańskim &#8211; nie jestem specjalistą w tym zakresie i nie wiem, na jak silną konkurencję serwis musi się nastawić &#8211; tamtejsze wortale obserwuję od przypadku do przypadku. Wiem natomiast, że w Polsce takie serwisy tworzone były przez pasjonatów, którzy dopiero z czasem swoją działalność profesjonalizowali. Znali jednak już na starcie potrzeby danego rynku i preferencje internautów. Bez tego sukces Booklikes.com za oceanem może nie być pewny.</p>
<p>Wiem też, że serwis w Polsce może mieć niejakie problemy ze zdobyciem stałego grona wiernych użytkowników. Przede wszystkim jego reklama we &#8222;Wproście&#8221; to jednak falstart z punktu widzenia większości polskich użytkowników &#8211; niewiele osób zachwyci się u nas serwisem, w którym po prostu nie ma polskich książek. Druga sprawa to unikalność oferty serwisu. A ta, jako się rzekło, jest zerowa. Nie wiem, po co przeciętny użytkownik miałby przenosić swoje konto z <strong><a href="http://lubimyczytac.pl">Lubimyczytac.pl</a></strong>, <strong><a href="http://nakanapie.pl">Nakanapie.pl</a></strong>,<strong><a href="http://biblionetka.pl"> Biblionetki.pl</a></strong> czy &#8211; wreszcie &#8211; z serwisu <strong><a href="http://www.granice.pl">Granice.pl</a></strong>? By zyskać dostęp do bazy książek zagranicznych? Powiedzmy otwarcie &#8211; w Polsce miłośnicy książek wydanych w obcych językach to margines. To specjaliści w zakresie nowych technologii, programiści oraz &#8211; być może &#8211; część marketingowców czy ekonomistów. I raczej szybko ów stan rzeczy się nie zmieni. Resztę zaś funkcji użytkownicy znajdą w serwisach, w których konta już mają, w których mają już swoje wirtualne biblioteczki i historię czytelniczych przygód. Po co mieliby zaczynać od nowa? Tego po prostu nie rozumiem.</p>
<p>Na koniec powtórzę rzecz, o której w tym blogu pisałem już niejednokrotnie: bardzo nie lubię klonów istniejących już serwisów. Jako osobie parającej się literaturą wydają się one po prostu plagiatem &#8211; a wszyscy wiemy, co się z tym wiąże. Booklikes.com zaś &#8211; to również powtórzę po raz kolejny &#8211; nic nowego swoim użytkownikom na razie nie oferuje i od naprawdę ostrej krytyki powstrzymuje mnie przede wszystkim fakt, że serwis zaczyna od próby zawojowania rynku amerykańskiego. Współczuję więc konkurencyjnym serwisom przyszłego rywala, który garściami czerpie z ich funkcji, zarazem jednak sugerując wiele spokoju. To nie jest łatwy rynek. I sukces nowej inicjatywy może być o wiele trudniejszy, niż się komukolwiek wydaje.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.nobooks.pl/blog/2011/06/14/kto-lubi-ksiazki/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>2</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Kryzys wieku średniego</title>
		<link>http://www.nobooks.pl/blog/2011/05/25/kryzys-wieku-sredniego/</link>
		<comments>http://www.nobooks.pl/blog/2011/05/25/kryzys-wieku-sredniego/#comments</comments>
		<pubDate>Wed, 25 May 2011 21:59:30 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Sławomir Krempa</dc:creator>
				<category><![CDATA[Z innych stron]]></category>
		<category><![CDATA[doktor House]]></category>
		<category><![CDATA[dr House]]></category>
		<category><![CDATA[House]]></category>
		<category><![CDATA[House MD]]></category>
		<category><![CDATA[na krawędzi]]></category>
		<category><![CDATA[opinia]]></category>
		<category><![CDATA[ostatni odcinek]]></category>
		<category><![CDATA[podsumowanie]]></category>
		<category><![CDATA[recenzja]]></category>
		<category><![CDATA[sezon 7]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.nobooks.pl/?p=403</guid>
		<description><![CDATA[Tuż po premierze siódmego sezonu &#8222;Doktora House&#8217;a&#8221; (&#8222;House MD&#8221;) usłyszałem mało może wyszukane stwierdzenie, że serial ten staje się &#8222;tasiemcem dla  bab&#8221;. Dziś, gdy na kilka miesięcy skończyliśmy ze śledzeniem przygód niepokornego lekarza, nikt już chyba nie ma wątpliwości &#8211; przedostatni sezon sprawił, że ulubiony serial milionów ludzi na całym świecie przeistoczył się (chyba już <a href='http://www.nobooks.pl/blog/2011/05/25/kryzys-wieku-sredniego/' class='excerpt-more'>[...]</a>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><strong><a href="http://www.nobooks.pl/wp-content/uploads/2011/05/house-season-7-cast-promo.jpg"><img class="alignleft size-medium wp-image-404" style="margin: 3px;" title="house-season-7-cast-promo" src="http://www.nobooks.pl/wp-content/uploads/2011/05/house-season-7-cast-promo-203x300.jpg" alt="" width="203" height="300" /></a>Tuż po premierze siódmego sezonu &#8222;Doktora House&#8217;a&#8221; (&#8222;House MD&#8221;) usłyszałem mało może wyszukane stwierdzenie, że serial ten staje się &#8222;tasiemcem dla  bab&#8221;. Dziś, gdy na kilka miesięcy skończyliśmy ze śledzeniem przygód niepokornego lekarza, nikt już chyba nie ma wątpliwości &#8211; przedostatni sezon sprawił, że ulubiony serial milionów ludzi na całym świecie przeistoczył się (chyba już ostatecznie) z cyklu medyczno-kryminalnego z elementami obyczajowymi w serial obyczajowy z elementami medycznymi i kryminalnymi. A przemiana ta nie wyszła mu na dobre.</strong></p>
<p>&nbsp;</p>
<p>By nie zdradzić zbyt wiele, a jedynie zarysować fabułę &#8211; w siódmym sezonie scenarzyści skupili się na coraz głębszej i bliższej relacji Cuddy &#8211; House. Poznaliśmy matkę szefowej szpitala, przybliżono nam niełatwe relacje obu kobiet, mieliśmy okazję spotkać się z siostrą Cuddy. Niejako w tle powracał regularnie wątek małżeństwa Tauba &#8211; pracującego w zespole House&#8217;a byłego chirurga plastycznego &#8211; oraz jego relacji z innymi kobietami. Do zespołu dołączyła też Masters &#8211; młodziutka, genialna lekarka, przepełniona młodzieńczymi ideałami maksymalistka moralna, całkowite przeciwieństwo głównego bohatera. To właśnie kolejne jej konflikty z Housem, kolejne ich scysje i dyskusje stanowiły najjaśniejsze punkty sezonu. Na nieco dalszy plan zeszła z kolei &#8222;Trzynastka&#8221; i jej choroba &#8211; przez większość sezonu była nieobecna, bowiem aktorka zajęta była między innymi pracą przy filmie &#8222;Tron&#8221;. Obok Masters miejsce &#8222;Trzynastki&#8221; na krótko zajęła rosyjska emigrantka (grana przez aktorkę polskiego pochodzenia), której House pewnego dnia postanowił pomóc odnaleźć swe miejsce w amerykańskiej rzeczywistości.</p>
<p>&nbsp;</p>
<p>Trudno powiedzieć, by sezon siódmy był sezonem fatalnym. Twórcy serialu &#8211; mimo zdecydowanego spadku formy &#8211; nadal dysponują znakomitym materiałem i często potrafią znakomicie go wykorzystać. Kłótnie House&#8217;a z matką Cuddy i odcinki, w których grała ona niepoślednią rolę widzowie z pewnością zapamiętają na długo. Powrót &#8222;Trzynastki&#8221; scenarzyści wykorzystali znakomicie, tworząc jeden z ciekawszych odcinków serii. Z kolei choroba Cuddy przyniosła z sobą zabawę formą i grę konwencjami teledysku, horroru i slapsticku. Ryzykowny był to odcinek, szalony, taki, który spore grono widzów mógł odrzucić, ale zarazem pod względem formalnym &#8211; dopracowany w najdrobniejszych szczegółach. Mnie ogromnie szkoda postaci Masters, która z serialu zniknęła, choć stanowiła pretekst do stworzenia jeszcze co najmniej kilku dobrych scen. Ciekawie zapowiadał się też odcinek ostatni, w którym twórcy pokusili się o refleksję nad granicami sztuki, ale który zakończeniem fatalnie zmarnowali.</p>
<p>&nbsp;</p>
<p>Słabostek było w serialu więcej. Widać było momentami, jak trudno przez siedem kolejnych lat trwać w konwencji serialu medycznego, jak trudno o świeże pomysły przy konieczności zachowania konsekwencji. O ile wcześniej w niemal każdym odcinku scenarzyści starali się dołożyć dodatkowy element do portretu House&#8217;a, czy jego współpracowników (na co świetnie zwracał uwagę <strong><a href="http://www.nobooks.pl/blog/2011/03/20/jest-doktorku/">oficjalny przewodnik po serialu</a></strong>), o tyle w sezonie siódmym zdarzały się solidne niekonsekwencje.</p>
<p>&nbsp;</p>
<p><a href="http://www.nobooks.pl/wp-content/uploads/2011/05/househousemd18667735200.jpg"><img class="size-full wp-image-405 alignright" style="margin: 3px;" title="househousemd18667735200" src="http://www.nobooks.pl/wp-content/uploads/2011/05/househousemd18667735200.jpg" alt="" width="200" height="267" /></a>Główny bohater stał się rozhisteryzowany (o ile wcześniej bywał po prostu rozchwiany psychicznie, co w kontekście jego uzależnienia wypadało wiarygodnie). &#8222;Trzynastka&#8221; po świetnym odcinku z jej powrotem stała się postacią niedookreśloną &#8211; o jej chorobie nie wiemy wiele, nie widać jej postępów, a sama bohaterka zachowuje się momentami tak, jakby Huntington determinował jej poczynania, zaś momentami – jakby o swojej dolegliwości w ogóle nie pamiętała. Decyzje Cuddy czasem wydają się wyborami niezrównoważonej nastolatki, Taub rozdarty jest między, przepraszam bardzo, chucią i miłością, a pozostali bohaterowie&#8230; Cóż, wygląda na to, że oni są teraz już tylko tłem.</p>
<p>&nbsp;</p>
<p>Niemal dokładnie rok temu <strong><a href="http://www.nobooks.pl/blog/2010/05/21/lekarskie-tajemnice/">podsumowywałem sezon szósty</a></strong>, do którego obejrzenia &#8211; mimo wielu mankamentów &#8211; dość mocno widzów zachęcałem. Dziś jestem nieco mniej pewny słuszności postawionych wówczas tez i raczej nie mam zbyt wielkich nadziei na to, że &#8222;House&#8221; jeszcze wróci do formy, że serialowe tajemnice znajdą satysfakcjonujące wyjaśnienie. Dlaczego?</p>
<p>&nbsp;</p>
<p>Bowiem &#8222;House&#8221; z odcinka na odcinek stawał się coraz mniej wiarygodny, coraz bardziej też irytował widzów. Przełożyło się to zresztą na oglądalność, a ze spadkiem oglądalności przyszło obcięcie budżetu. W efekcie w ostatnim, ósmym sezonie, nie zobaczymy na przykład Lisy Edelstein (Cuddy), która dotychczas była jednym z ośrodków, wokół których toczyło się życie House&#8217;a. Trudnej relacji tych dwojga nie zastąpią raczej dylematy bohaterów drugoplanowych.</p>
<p>&nbsp;</p>
<p>Spodziewałbym się więc w ósmym sezonie zamknięcia wątku choroby &#8222;Trzynastki&#8221;, nadobecności Tauba oraz jego kobiety lub kobiet. Zastanawiam się, w jaki sposób scenarzyści wyjdą z impasu spowodowanego fatalnym w powszechnym odczuciu ostatnim odcinkiem serii, który nakazywałby chyba ponowne umieszczenie House&#8217;a w zakładzie zamkniętym. Ale czy widzowie są w stanie raz jeszcze &#8222;kupić&#8221; nieco już zgrane pomysły? Spodziewałbym się więc &#8211; na koniec &#8211; stopniowego spadku popularności i zamknięcia serialu. Serialu, który pozostanie na dobrym poziomie, ale który najlepsze lata zdecydowanie ma już za sobą.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.nobooks.pl/blog/2011/05/25/kryzys-wieku-sredniego/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>1</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Mistrz i Manuela</title>
		<link>http://www.nobooks.pl/blog/2011/05/25/mistrz-manuela/</link>
		<comments>http://www.nobooks.pl/blog/2011/05/25/mistrz-manuela/#comments</comments>
		<pubDate>Wed, 25 May 2011 12:04:03 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Sławomir Krempa</dc:creator>
				<category><![CDATA[Z innych stron]]></category>
		<category><![CDATA[biografia]]></category>
		<category><![CDATA[książka]]></category>
		<category><![CDATA[linda]]></category>
		<category><![CDATA[manuela gretkowska trans]]></category>
		<category><![CDATA[recenzja]]></category>
		<category><![CDATA[szamanka]]></category>
		<category><![CDATA[żuławski]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.nobooks.pl/?p=401</guid>
		<description><![CDATA[Brudna, szokująca, pozostająca gdzieś w połowie drogi między literaturą piękną a prozą porno czy doniesieniami „Pudelka” – tak wiele osób pewnie podsumuje najnowszą powieść Manueli Gretkowskiej. Nie można zaprzeczyć – w stwierdzeniu tym będzie trochę racji. Ale nie można też pominąć faktu, że „Trans” to zarazem kawał naprawdę dobrej literatury. &#160; Po szeroko dyskutowanych wczesnych <a href='http://www.nobooks.pl/blog/2011/05/25/mistrz-manuela/' class='excerpt-more'>[...]</a>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><img class="alignleft" style="margin: 3px;" title="trans" src="http://kulturaonline.pl/resources/pictures/2011/05/18/30503/large/transgretkowska.jpg" alt="trans" width="245" height="405" />Brudna, szokująca, pozostająca gdzieś w połowie drogi między literaturą piękną a prozą porno czy doniesieniami „Pudelka” – tak wiele osób pewnie podsumuje najnowszą powieść Manueli Gretkowskiej. Nie można zaprzeczyć – w stwierdzeniu tym będzie trochę racji. Ale nie można też pominąć faktu, że „Trans” to zarazem kawał naprawdę dobrej literatury.</p>
<p>&nbsp;</p>
<p>Po szeroko dyskutowanych wczesnych książkach – „My zdies’ emigranty”, „Tarocie paryskim” czy „Kabarecie metafizycznym”, które Gretkowskiej przyniosły spore uznanie oraz niemal tak samo liczne grono miłośników, co przeciwników, autorka jakby osiadła na laurach, stała się bardziej grzeczna i skupiła się na gładkich powiastkach obyczajowych, w których sprawnie realizowała reguły gatunku, ale Parnasu nie sięgała. Coś drgnęło, gdy około roku temu opublikowała „Miłość po polsku”, ale dopiero „Trans” stanowić może prawdziwy punkt zwrotny w jej literackiej karierze.</p>
<p>&nbsp;</p>
<p>Bohaterka powieści, młoda dziewczyna pochodząca z Polski, wraz z niedawno poślubionym mężem trafia w latach osiemdziesiątych do Paryża. Tu oboje imają się różnych zajęć – studiują, on nadto pracuje jako stróż, dorabiając sobie w środowisku paryskiej „Kultury”, ona zaś coraz mocniej pogrąża się w zainteresowaniu szamanizmem i eksperymentach (także natury erotycznej) z kolejnymi mężczyznami. Gdy temperament naszej bohaterki wychodzi na jaw, małżeństwo się rozpada. Ona sama ląduje na dnie, by błyskawicznie wejść na sam szczyt i móc zaistnieć jako scenarzystka, a zarazem kochanka wielkiego reżysera, przez wiele lat mieszkającego we Francji, który rzuca dla niej wielką gwiazdę filmową. „Marysia”, bo tak, pieszczotliwie, nazywa ją wielekroć starszy kochanek, oraz Laski wkraczają w świat seksu, a równocześnie wspólnie pracują nad filmem, który zawojować ma polskie kina. To właśnie ten związek stanie się punktem zwrotnym w życiu naszej bohaterki, to właśnie on sprawi, że „Marysia” dorośnie, dojrzeje, otrząśnie się z trwającego wcześniej tytułowego „Transu”. To on zarazem sprawi, że nasza bohaterka wyzbędzie się wszelkich złudzeń.</p>
<p>&nbsp;</p>
<p>Gretkowska, od lat regularnie goszcząca w kolorowych magazynach i popularnych programach telewizyjnych, nie stara się nawet ukrywać, że „Trans” to powieść „z kluczem”. Kluczem najprostszym – biograficznym. Twórczyni Partii Kobiet niemal wprost mówi, że w powieści opisuje swoje pierwsze małżeństwo (z do niedawna prawicowym, a obecnie związanym z Krytyką Polityczną publicystą, Cezarym Michalskim) oraz związek z reżyserem Andrzejem Żuławskim, który zaowocował wyjątkowo nieudanym filmem „Szamanka”. A miłośnicy portali plotkarskich odnajdą tu również przy odrobinie dobrej woli i innych celebrytów – popularnych aktorów (z Bogusławem Lidą na czele), pisarzy, filmowców…</p>
<p>&nbsp;</p>
<p>Zabieg to – być może – celowy, nastawiony na pozyskanie zainteresowania naprawdę szerokiej publiczności. Bardzo silne zaznaczenie akcentów autobiograficznych zapewni „Transowi” na pewno spore grono czytelników. Nie zmniejszy go z pewnością fakt, że Gretkowska w swojej książce posługuje się językiem bardzo mocnym, a o seksie pisze otwarcie i bezpruderyjnie. W jednym z serwisów internetowych można było znaleźć opinię, że „natężenie ch* na centymetr kwadratowy strony książki” jest w przypadku „Transu” bardzo wysokie. Trudno się ze stwierdzeniem tym nie zgodzić – Gretkowska bywa wulgarna i obsceniczna, a otwartość niektórych opisów może wprawić w zakłopotanie nawet najbardziej postępowych czytelników. Niestety – analiza wyziewów z jelit jednego z głównych bohaterów, czy szczegółowe opisy zachowania genitaliów podczas seksu wywołują zakłopotanie i niosą wątpliwości, czy ich obecność to rzeczywiście literacka konieczność. To właśnie elementy autobiograficzne i erotyka, zestawiona często ze sferą doświadczeń religijnych, wywołać mogą w bardziej wrażliwych odbiorcach wrażenie, jakby właśnie sięgnęli po „Fakt” czy „Super Express”. Rzecz w tym, że owe zabiegi służą nie tylko szokowaniu czytelników czy przyciągnięciu żądnych sensacji odbiorców. Po przedarciu się przez nie docieramy bowiem do prozy pozostającej po prostu na najwyższym poziomie.</p>
<p>&nbsp;</p>
<p>„Trans” jest bowiem napisany znakomicie. Zgodnie z regułami Hitchcocka: zaczyna się trzęsieniem ziemi, a potem napięcie stopniowo rośnie. W pierwszych zdaniach wraz z narratorką skaczemy na główkę, by pogrążyć się w otchłani powieściowego świata, by poznać kulisy, realia świata, w którym rozgrywa się ta historia. Potem napięcie nieco słabnie, gdy narratorka analizuje swój pierwszy związek, by wzrosnąć w momencie spotkania wielkiego reżysera, a następnie zmierzać ku dramatycznemu finałowi. Wtedy też powieść staje się najbardziej emocjonalna, zaangażowana i mocna. Gretkowska jako pisarka potrafi przykuć uwagę czytelnika, potrafi napięcie budować, potrafi sprawić, by od jej książki nie można było się oderwać. „Trans” najzwyczajniej w świecie świetnie się czyta, co w przypadku prozy „z ambicjami” wcale nie jest takie oczywiste.</p>
<p>&nbsp;</p>
<p>Co zaś wskazuje na fakt, że „Trans” ma być czymś więcej niż tylko literaturą popularną czy odwetem za niedopuszczoną do sprzedaży wspomnieniowo-fikcyjną książkę Andrzeja Żuławskiego „Nocnik”? Wspaniałe i wiarygodne w najdrobniejszych szczegółach portrety obojga głównych bohaterów. Laski bowiem, choć potworny i sprawiający wrażenie erotycznego satyra, pławiącego się w seksualnej perwersji, nie zostaje jednoznacznie potępiony. Narratorka próbuje dociec przyczyn, dla których na starość z wielkiego artysty, wziętego reżysera, przeobraził się on w monstrum. Zastanawia się też, czy nadal na pewnym poziomie nie pozostaje on demiurgiem-artystą – przeobrażając kolejne dziewczyny wedle własnej fantazji, wykorzystując je, ale i tworząc z nich prawdziwe dzieła sztuki.</p>
<p>&nbsp;</p>
<p>A „Marysia”? Cóż, ona także ani jest niewiniątkiem, ani wyłącznie ofiarą sadysty-potwora. W związek z Laskim wchodzi przecież na własne życzenie i trudno uwierzyć, by mimo kolejnych sygnałów ze strony partnera była na tyle naiwna, by wierzyć w możliwość stworzenia trwałego i zupełnie szczęśliwego związku. Pierwsze małżeństwo rozbite zostaje w pewnej mierze z jej winy, również jej decyzją jest pogrążanie się w otchłani środków halucynogennych, które sprawiają, że świat wydaje się piękniejszy czy po prostu lżejszy do zniesienia. Postać „Marysi” jest, owszem, oskarżeniem mężczyzn, którzy wykorzystują uprzywilejowaną pozycję w społeczeństwie, ale nie jest zarazem tanią i papierową postacią z feministycznej „czytanki” – to dziewczyna z krwi i kości, która na toksycznym a uzależniającym związku również nieco zyska. Zyska dojrzałość, zupełnie nową perspektywę, otwartość, spojrzenie na świat. Co w pewien pokrętny sposób docenia również narratorka powieści.</p>
<p>&nbsp;</p>
<p>Okazuje się więc „Trans” książką wymykającą się łatwym, jednoznacznym klasyfikacjom. I choć miejscami nazbyt odważne, niepotrzebne opisy, częste zestawienia sfery religii (sacrum) z erotyką (profanum) oraz wulgarne słownictwo sprawiają, że nie każdy sięgnie (i nie każdy sięgnąć powinien) po tę powieść, to na tle niezbyt wyrazistej i po prostu słabej większości współczesnej polskiej prozy stanowi ona propozycję naprawdę ważną, wyrazistą i interesującą.</p>
<p>&nbsp;</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.nobooks.pl/blog/2011/05/25/mistrz-manuela/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Judas czy Paparazzi?</title>
		<link>http://www.nobooks.pl/blog/2011/05/06/judas-czy-paparazzi/</link>
		<comments>http://www.nobooks.pl/blog/2011/05/06/judas-czy-paparazzi/#comments</comments>
		<pubDate>Fri, 06 May 2011 21:59:09 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Sławomir Krempa</dc:creator>
				<category><![CDATA[W skali mikro]]></category>
		<category><![CDATA[judas]]></category>
		<category><![CDATA[lady gaga]]></category>
		<category><![CDATA[muzyka]]></category>
		<category><![CDATA[paparazzi]]></category>
		<category><![CDATA[pop]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.nobooks.pl/blog/2011/05/06/judas-czy-paparazzi/</guid>
		<description><![CDATA[W ostatnich godzinach świat obiega sensacyjna wieść: oto wielka artystka, Lady GaGa, wypuściła nowy teledysk. Arcydzieło owo zatytułowane jest &#8222;Judas&#8221; i wysłuchać go można chociażby tutaj: KLIK! Setki tysięcy wyświetleń klipu, aura skandalu, czyli wszystko to, z czego GaGa słynie i naczym popularność swą buduje. A ja tylko zastanawiam się (po wysłuchaniu, a, jakże), jak <a href='http://www.nobooks.pl/blog/2011/05/06/judas-czy-paparazzi/' class='excerpt-more'>[...]</a>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>W ostatnich godzinach świat obiega sensacyjna wieść: oto wielka artystka, Lady GaGa, wypuściła nowy teledysk. Arcydzieło owo zatytułowane jest &#8222;Judas&#8221; i wysłuchać go można chociażby tutaj: <a href="http://www.youtube.com/watch?v=wagn8Wrmzuc&#038;sns=tw">KLIK!</a> Setki tysięcy wyświetleń klipu, aura skandalu, czyli wszystko to, z czego GaGa słynie i naczym popularność swą buduje. A ja tylko zastanawiam się (po wysłuchaniu, a, jakże), jak potwornie głuchym trzeba być, by nie słyszeć w tym kawałku fraz żywcem przeniesionych z popularnej piosenki &#8222;Paparazzi&#8221;. Już sam początek &#8222;Judasza&#8221; od pierwszego wysłuchania powinien przywodzić na myśl pierwsze fragmenty, często powtarzające się we wcześniejszym przeboju. </p>
<p>Cóż, podobno dokonywać plagiatu samych siebie mogą tylko wielcy artyści, albo zupełni grafomani. Ja raczej nie mam wątpliwości, do której z tych grup zalicza się skandalistka. Zastanawiam się tylko, jakim cudem ludzie są w stanie kupić lekko tylko zmodyfikowaną wersję tej samej piosenki. </p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.nobooks.pl/blog/2011/05/06/judas-czy-paparazzi/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>1</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Co się w liternecie robi, a czego nie robi?</title>
		<link>http://www.nobooks.pl/blog/2011/05/06/sie-liternecie-robi-czego-nie-robi/</link>
		<comments>http://www.nobooks.pl/blog/2011/05/06/sie-liternecie-robi-czego-nie-robi/#comments</comments>
		<pubDate>Fri, 06 May 2011 21:21:59 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Sławomir Krempa</dc:creator>
				<category><![CDATA[Z innych stron]]></category>
		<category><![CDATA[książka]]></category>
		<category><![CDATA[liternet]]></category>
		<category><![CDATA[nakanapie]]></category>
		<category><![CDATA[spotkania z pisarzami]]></category>
		<category><![CDATA[wywiady]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.nobooks.pl/?p=396</guid>
		<description><![CDATA[Jakiś czas temu, trochę przy okazji spotkania w serwisie nakanapie.pl z zaprzyjaźnioną autorką, Jolantą Kwiatkowską, miałem okazję opisywać znakomitą inicjatywę wspomnianego serwisu, jakim są wirtualne spotkania i możliwość zadania przez Internautów pytania swojemu ulubionemu autorowi. Na kilka dni mniej lub bardziej znany pisarz staje się aktywnym użytkownikiem portalu nakanapie.pl i udziela się w specjalnym wątku <a href='http://www.nobooks.pl/blog/2011/05/06/sie-liternecie-robi-czego-nie-robi/' class='excerpt-more'>[...]</a>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><img class="alignleft" title="kanapa" src="http://static0.blip.pl/user_generated/avatars/919564_large.jpg" alt="kanapa" width="120" height="120" />Jakiś czas temu, trochę przy okazji spotkania w serwisie <a href="http://www.nakanapie.pl" target="_blank">nakanapie.pl</a> z zaprzyjaźnioną autorką, <strong><a href="http://www.jolantakwiatkowska.pl/" target="_blank">Jolantą Kwiatkowską</a></strong>, miałem okazję opisywać znakomitą inicjatywę wspomnianego serwisu, jakim są wirtualne spotkania i możliwość zadania przez Internautów pytania swojemu ulubionemu autorowi. Na kilka dni mniej lub bardziej znany pisarz staje się aktywnym użytkownikiem portalu nakanapie.pl i udziela się w specjalnym wątku na forum, odpowiadając na zadawane przez czytelników pytania. Nie będę się powtarzał, wchodząc w szczegóły, napiszę tylko, choć inicjatywę podjęła konkurencja, że to jeden z najlepszych i najbardziej innowacyjnych pomysłów, jakie widziałem w polskim liternecie, samonapędzająca się machina do generowania oryginalnej treści i doskonałe narzędzie marketingowe.</p>
<p>&nbsp;</p>
<p>I jako taka, funkcja ta bardzo kusi, aby ją&#8230; zmałpować. By wprowadzić ją w swoim serwisie, podkraść. Tym bardziej, że nie wiąże się to praktycznie z żadnym ryzykiem &#8211; w każdym serwisie autor (lub jego wydawca) może zechcieć udzielać się na forum. Nikt nie może mu tego zakazać.</p>
<p>Przyznaję &#8211; perspektywa wprowadzenia takiej opcji również w wortalu Granice.pl długo wydawała nam się kusząca &#8211; tym bardziej, że wielu jest już pisarzy i tak mniej lub bardziej aktywnych w naszym serwisie. Ostatecznie jednak zwyciężyła elementarna uczciwość: konkurencyjna redakcja wymyśliła, winna więc ona czerpać korzyści z własnej pomysłowości. Tym bardziej, że sporo jest jeszcze obszarów niezagospodarowanych w sieci, sporo rozwiązań możliwych do wdrożenia, sporo &#8222;killer-opcji&#8221;.  Pewnie, że można korzystać z rozwiązań już sprawdzonych. Tyle, że to brak szacunku wobec konkurencji, wobec użytkowników swojego serwisu i najlepszy dowód własnej bezsilności.</p>
<p>Nie, nie piszę o tym bez powodu. Po prostu kilka dni temu gruchnęła w sieci wieść, że na rozmowę z autorem zaprasza zupełnie inny serwis. W niewiele zmienionej formule, za to z nagrodami dla najbardziej aktywnych internautów. Oczywiście, jestem nieco na serwis ten &#8222;cięty&#8221;, bowiem nieco wcześniej jego redakcja &#8222;podkradła&#8221; jeden z naszych pomysłów, redagując pismo bardzo zbliżone w formule do pierwotnego kształtu <strong><a href="http://www.magazynczytam.pl" target="_blank">&#8222;Czytam&#8221;</a></strong>, próbując nawet zaprosić do współpracy redakcje współdziałające już z nami. Wówczas podjęliśmy decyzję o zupełnej zmianie formuły naszego pisma i dziś każdy z magazynów podąża swoją drogą. Inna sprawa to to, co za kilka lat z każdego spośród nich zostanie.</p>
<p>By nie było wątpliwości: uwielbiam konkurencję. To także ona sprawia, że mamy stałą motywację do udoskonalania i uzupełniania własnych produktów. To także dzięki niej &#8211; i dzięki zdrowemu rozsądkowi konkurentów &#8211; udaje nam się wspólnie &#8222;uzdrawiać&#8221; rynek, udowadniając, że nie wszystko w sieci musi być za darmo. Ale konkurencja ta nie może polegać na kopiowaniu cudzych pomysłów, istniejących już produktów, i &#8222;sprzedawaniu&#8221; ich jako własnych. Na taką konkurencję się nie godzę, takiej konkurencji mówię zdecydowane: &#8222;Nie&#8221;. I dlatego dziś zapraszam do spotkania się z autorami, z mniej lub bardziej popularnymi pisarzami&#8230; na czerwonej kanapie, w serwisie <strong><a href="http://www.nakanapie.pl" target="_blank">nakanapie.pl!</a></strong> Z rozgrzanymi do czerwoności życzeniami powodzenia.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.nobooks.pl/blog/2011/05/06/sie-liternecie-robi-czego-nie-robi/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>1</slash:comments>
		</item>
	</channel>
</rss>

