Kanibal z Rotenburga. Recenzja

Kanibal z Rotenburga. Recenzja
0 votes, 0.00 avg. rating (0% score)

„Czy Simone potrafił śnić?”

Armin Meiwes z Rotenburga zamieścił w internecie ogłoszenie o treści: Poszukuje dobrze zbudowanego w wieku od 18 do 30 lat w celu zarżnięcia. Mistrz rzeźnik. Na ogłoszenie odpowiedział mężczyzna, którego Armin zaprosił do swojego domu, okaleczył, zabił i zjadł.

Film Martina Weisza powstał na kanwie prawdziwych wydarzeń.

W produkcji z 2006 roku rolę Armina (filmowe imię i nazwisko Oliver Hartwin) odegrał Thomas Kretschmann (którego pokaźny dorobek filmowy zawiera m.in. King Konga czy Resident evil 2), natomiast w rolę jego ofiary wcielił się niemiecki aktor Thomas Huber (filmowe nazwisko Simon Grombek).

***

Oliver Hartwin przez całe życie musiał opiekować się swoją chorą psychicznie matką…

Simon Grombek przez całe życie musiał radzić sobie z wyrzutami sumienia

w związku z samobójstwem swojej matki…

Jeden pragnie zabić…

Drugi odpokutować…

***

To co w tym filmie najbardziej przykuwa uwagę to fakt, że ta kompletnie alternatywna, transgresyjna historia o człowieku ma miejsce nie gdzieś na peryferiach, w odizolowanych od reszty świata miejscach, ale w Niemczech, samym środku naszej cywilizacji. Główni bohaterowie żyją tak jak my, są tacy jak my, identyczni… chodzą do szkoły, do knajp, próbują nawiązywać kontakty z innymi ludźmi… Wtapiają się w tłum.

Pojawia się zatem pytanie…

W czym tkwi różnica?

Dlaczego oni stali się tacy, a my nie? Dlaczego u nich wykształciła się ekstremalna potrzeba bycia ofiarą i bycia łowcą? I ostatecznie: kto z nas jest prawdziwszy???

Film Weisza podważa podstawowy mit naszej cywilizacji. Mit o człowieku jako istocie racjonalnej, której potrzeby i marzenia mieszczą się nawet w najszerzej ujmowanych normach kulturowych, a ból, strach i nienasycony głód są stałymi elementami ludzkiej egzystencji. Jeżeli coś w tym filmie jest prowokujące, to nie poruszany temat i odwołanie do głośnego skandalu sprzed lat, ale właśnie tak konsenwentny obraz konstrukcji psychicznej ludzi. Konstrukcji, której podstawowymi elementami są uczucia wszechpanującej pustki, samotności i alienacji. Prowokacyjne jest ujęcie ekstremum (kanibalizm, autokastracja, [Lacanowski?] pęd ku śmierci] w ramach normalności (pragnienie spełnienia, wyrzuty sumienia, samotność). Taka struktura jest doskonale uzupełniana przez wizję świata przedstawionego: zatopione w sepii opustoszałe pomieszczenia kontrastują z anonimowym tłumem hałaśliwych miast. Bohaterowie snują się, pozostając na marginesie, z boku… Są nie-dostosowani.

Trzecia bohaterka, stworzona dla potrzeb filmu, fikcyjna postać: studentka Katie, jako osoba z poza świata chorych potrzeb, a mimo to zadziwiająco podobna do Grombeka i Hartwina, dopełnia tego obrazu powszechnego wyobcowania.

Analizując ten wyjątkowy film, warto przywołać zdanie wymawiane przez główną kobiecą bohaterkę…

To naturalne, że zastanawiamy się, co nas od nich odróżnia… ale liczy się to, co nas łączy…

To ona spaja dwa wątki filmu Weisza: psychologiczną konstrukcję (chociaż dosyć umowną i zapisaną bardziej kilkoma ostrymi kreskami niż dogłębną analizą) i motywację ofiary i kanibala oraz reprezentowaną przez Katie fascynację i potrzebę zrozumienia pasji zabijania i masochizmu.

To właśnie w scenach – monologach Katie i w retrospekcjach opowiadających historię nieszczęśliwego dzieciństwa Hartwina, którego jedynymi towarzyszami była chora psychicznie matka i wymyślony, mroczny chłopiec-przyjaciel, najpełniej widać subtelne odwzorowanie stylistyki horroru. Najważniejsze horrorowe schematy wbudowane są w wątki opowiadające o drodze i poszukiwaniach Katie, zmierzającej do miejsca urodzenia i zamieszkania Olivera i odnalezienia taśmy filmowej, na której zapisał on swoje spotkanie z Simone. Jak napisałem nie jest to jednak dominująca estetyka, stąd Kanibala nietrafnie byłoby traktować jako horror. (Chociaż recenzje z tego filmu znajdziecie na prawie każdym polskim portalu poświęconym horrorom). Jest to dramat o niemożności zrozumienia. Bohaterka w finałowej scenie w jednoznaczny sposób odcina się od transgresyjnego materiału filmowego; jej fascynacja – wynikająca w pewnym sensie z utożsamianiem się z nieszczęśliwymi Simonem i Oliverem – znika.

Jeżeli rozpatrywać Katie jako bohaterkę horrorów, to różni się ona tym, że dobrowolnie wchodzi w koszmar i dobrowolnie z niego wychodzi, kiedy przetrawi już dla swoich psychicznych potrzeb bestialskie zdarzenia z przeszłości. W ostatecznym rozrachunku zatem okazuje się inna od Simone i Olivera, ale też inna od przeciętnych ludzi.

Jeżeli tacy istnieją.

Czasami mam taki sen. Wiodę w nim uporządkowane życie. I ma ono cel. Wszystko ma sens i jest takie, jak być powinno. Już się nie boję. Bo w jakiś sposób zostawiam dawną siebie za sobą. Robiącą notatki studentkę, ciągle zadającą pytania. Chcącą zapełnić czymś czarną dziurę w swym wnętrzu. Zostawiam to i staję się kimś innym. Oczyszczam się. Nareszcie znalazła to, czego szukałam. Nie jestem samotna. Ktoś jest ze mną. Jeszcze go nie widzę, ale zbliżam się do niego. Jest ukryty, ale na pewno czeka. Ta świadomość sprawia, że opuszcza mnie strach. Jak mgła znad jeziora.

I wtedy się budzę.

Grimm Love aka Rohtenburg; USA, Niemcy; 2006; reż. Martin Weisz; scen: T.S. Faull; obsada: Thomas Kretschmann, Thomas Huber, Keri Russel i inni

About the author