Jak często brałeś do ręki książkę, która miała stać się dla Ciebie objawieniem? Która miała zmienić Twój świat, sposób patrzenia na rzeczywistość, na media, marketing, public relations, reklamę? Jak często trafiałeś na z założenia rewolucyjne teksty, które okazywały się połączeniem bzdur i komunałów? Jak często obiecywałeś sam sobie, że już nigdy więcej, że kolejnej książki już nie kupisz, że nie dasz się nabrać, że nie weźmiesz udziału w kolejnych nudnych szkoleniach? A równocześnie wciąż dawałeś sobie (i innym) szansę, bo przecież trzeba się rozwijać, bo inaczej nie można, bo się nie da?

Jeśli tak było, doświadczyłeś właśnie tego, co i mnie spotkało. Po lekturze kolejnej książki biznesowej, gdy znalazłem w niej to samo, co w kilkudziesięciu innych, odkryłem, że czas skończyć z poprawnością i szczerze napisać, że ktoś na komunałach próbuje zrobić pieniądze. Po lekturze kolejnej powieści, która miała być objawieniem, a okazała się po prostu niezłą lekturą, zorientowałem się, że czas przestać kupować kota w worku i krzyknąć: „Sprawdzam! ” Że czas pomóc innym wyłuskać najciekawsze koncepcje, książki, filmy, seriale, pomysły, akcje, reklamy, które mogą inspirować. Że czas pokazać, jak często teoria zabija praktykę. Czas wyjawić, czego nie można nauczyć się z książek.

O tym właśnie chcę pisać i dyskutować. O to chcę się spierać i kłócić. O tym – wreszcie – przeczytacie w tym blogu. Dobrej lektury!

Udostępnij!